Monday, December 18, 2017

Własność prywatna a agora

Agora w przestrzeni fizycznej i cyfrowej

Pozostałości agory z czasów starożytnej Grecji
we współczesnych Salonikach. 
Agora jest słowem pochodzenia greckiego. W starożytnej Grecji oznaczała ona miejsce publicznych debat, zgromadzeń, gdzie wolni obywatele państw-miast mogli korzystać w pełni ze swoich praw publicznych. Agory były centrum życia, społecznego, kulturalnego oraz religijnego. Współcześnie agora jest włączona w obieg symboli bez którego trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie demokracji. Jeśli w realizacji demokracji chcemy wyjść poza puste deklaracje i rytuały głosowania, jasnym jest, iż członkowie społeczności mieniących się demokratycznymi potrzebują przestrzeni, gdzie mogą realizować swoje prawa obywatelskie, jak choćby prawo do wygłaszania własnych opinii. Dlatego niebezzasadne jest określenie przez Jana J. Zygmuntowskiego, analityka z Fundacji Inicjatyw Strategicznych Instrat,  w swoim ostatnim artykule opublikowanym w Rzeczpospolitej, portali społecznościowych mianem cyfrowej agory. Co więcej autor tego artykułu domaga się prawa (czy słusznie?) dla każdego obywatela do cyfrowej agory. Powody wydają się oczywiste. Portale społecznościowe daleko wybiegły poza funkcje, przypisywane im w momencie ich powstania. Facebook – początkowo platforma cyfrowa dla studentów elitarnych uczelni amerykańskich, stała się dla znacznej części populacji podstawowym narzędziem komunikowania się, promowania własnej działalności gospodarczej, platformą wymiany informacji oraz poglądów politycznych. Wobec tak szerokiego zasięgu społecznego oddziaływania platform cyfrowych trudno jest traktować portale społecznościowe jako kolejny przedmiot wymiany towarowo-pieniężnej na wolnym rynku towarów, ale jednak mają one właścicieli, którzy są w stanie w sposób arbitralny określać zasady korzystania z ciągle rozszerzającej się przestrzeni publicznej….

O pochodzeniu władzy spółek elektronicznych

Al Franken, liberalny senator ze stanu Minnesota, pytał z niedowierzaniem jak to się stało, iż spółki technologiczne kontrolują tak wiele aspektów z naszego życia. Jeśli ignoruje się konkretne, historyczne przejawy kapitalizmu – systemu posiadającego określone cechy i dynamikę – odpowiedź na te pytanie może faktycznie nastręczać wiele trudności.
Al Franken. Amerykański komik, producent.
Obecnie pełni funkcję senatora. 
Jednak w przypadku światłych, liberalnych elit ignorancja ma charakter celowy i zamierzony. Zarówno Al Franken jak i Jan Zygmuntowski powinni zdawać sobie sprawę, iż w kapitalizmie zawsze występuje tendencja to koncentracji kapitału i powstawania monopoli. To nie kto inni jak liberalni prezydenci Stanów Zjednoczonych (Teddy i Franklin Roosevelt, LBJ czy nawet republikanin Nixon) głosili konieczność regulowania nadużyć kapitalizmu. Wolna konkurencja oraz własność prywatna są źródłem powszechnego dobrobytu, ale czasami chciwi kapitaliści dokonują nadużyć więc państwo, jako neutralny arbiter powinno te nadużycia ukrócić. Taka, w dużym uproszczeniu wydaję się być recepta amerykańskich liberałów na narastające sprzeczności kapitalizmu. Taką receptę proponuje również, w swoim artykule Jan Zygmuntowski. Jednak rosnąca władza spółek elektronicznych nad naszym życiem nie wynika bynajmniej z jakiś wyjątkowych warunków, które stworzył rozwój technologii cyfrowych. Jest to wynikiem prywatnego prawa własności. Karol Marks w swojej krytyce liberalizmu klasycznego, wskazywał na społeczny wymiar prawa własności. Pojmował on prywatną własność w kategoriach stosunków społecznych. Prywatna własność oznacza wykluczenie i ubezwłasnowolnienie dla ludzi, którzy nie są właścicielami środków produkcji (technologia też zalicza się do tych), zaś właściciele posiadają arbitralną i tyrańską władzę nad osobami, którzy od tych środków produkcji są zależni. Jeśli postrzegamy własność prywatną w kategoriach władzy, wówczas wolna konkurencja między prywatnymi właścicielami oznacza tak naprawdę wojnę ekonomiczną obliczoną na totalne zniszczenie przeciwnika. Reguły konkurencji nie mają znaczenia, znaczenie ma kto je określa. Państwo w takich warunkach nie może występować jako neutralny arbiter. Państwo jest tylko instrumentem w rękach realnych władców, czyli burżuazji. Według liberałów prawo własności cały czas pozostaje czymś świętym i niewzruszalnym – tylko w jakiś szczególnych wyjątkowych przypadkach musimy te prawo ograniczyć. Jednakże sytuacja opisywana przez liberałów jako wyjątkowa (klasycznym przykładem są tzw. monopole naturalne opisywane przez Johna Stuarta Milla) w realnym kapitalizmie jest regułą.

Łaskawa tyrania

Zygmuntowski jako wyznawca klasycznego liberalizmu, jest w stanie dostrzec zagrożenia dla ludzkiej wolności wynikające z monopolizacji przestrzeni publicznej przez wielkie korporacje. Słusznie wskazuje na brak demokratycznej kontroli w sferze cyfrowej oraz arbitralną naturę władzy właścicieli portali społecznościowych i stworzonych przez nich algorytmów. Jednak jednocześnie traktuje on prywatną własność jako naturalną podstawę gospodarki oraz wolności jednostki ludzkiej. Pomija on społeczny charakter prywatnej własności, której istota będzie zawsze sprowadzała się do tyranii. Istotą własności prywatnej jest prawo do wyłącznego korzystania i rozporządzania rzeczą będącą przedmiotem tejże własności. W przypadku sfery cyfrowej tą rzeczą będzie przestrzeń publiczna. To od właścicieli spółek cyfrowych będzie zależeć w ostateczności jakie treści są dopuszczalne, a jakie nie.
Mark Zucerkberg. Właściciel portalu Facebook. 
To od nich będzie zależeć jakie informacje na temat użytkowników będą kolekcjonowane i w jaki sposób wykorzystywane. Czy informacje te będą wykorzystywane do przeprowadzania kampanii marketingowych? Czy rządy poszczególnych państw będą miały do nich wgląd? My, przeciętni użytkownicy, nie jesteśmy jakimiś upodmiotowionymi jednostkami w tej sferze. Jesteśmy tylko konsumentami. Jeśli nam się nie podoba sposób w jaki wykorzystywane są nasze informacje możemy przestać korzystać z tejże przestrzeni cyfrowej oferowanej nam przez władców tego świata. Możemy dobrowolnie wykluczyć się społecznie. Podobnie jak możemy dobrowolnie przestać pracować, płacić rachunki, nabywać ubrania, jedzenie i inne środki niezbędne nam do ludzkiego rozwoju … 

Utracona szansa 

Zygmuntowski ubolewa nad faktem zawłaszczenia przestrzeni publicznej przez ‘garstkę graczy’ i ‘ułożenia jej nie zawsze z potrzebami sprawiedliwości społecznej’. Pewna historyczna szansa została zaprzepaszczona. Ostatecznie intelektualną porażką liberałów jak Al Frank czy też cytowany analityk z Fundacji Instar, jest niemożność dostrzeżenia, tego iż by agora mogła istnieć nie może ona mieć właściciela. Gdy posiada ona właściciela my nie mam do tej agory żadnych obywatelskich uprawnień. Szansa i nadzieja na istnienie autentycznej globalnej, cyfrowej agory, została pogrzebana wraz z radykalnym projektem lewicy jakim było socjalizm – do czego światli liberałowie się walnie przyczynili. Wobec tej epokowej porażki jesteśmy skazani na łaskę bądź nie łaskę oświeconych tyranów, wykształconych na elitarnych amerykańskich uczelniach. 

No comments:

Post a Comment